San Antonio Spurs rozegrali piąty, a zarazem przedostatni mecz serii wyjazdowych pojedynków. Ostrogi zdołały pokonać niżej notowanych Washington Wizards 131:121.
Jeremy Sochan kontynuuje walkę o miejsce w pierwszej piątce i tym razem w roli zmiennika spędził na parkiecie 21 minut. W tym czasie odnotował 14 punktów, pięć zbiórek, trzy asysty oraz trzy przechwyty. Polak błysnął również skutecznością, trafiając sześć z siedmiu rzutów z gry (85,7%).
Kiedy na parkiecie pojawiał się Jeremy Sochan, by wziąć odpowiedzialność za powstrzymywanie Jordana Poole’a – gwiazdę rywala – w defensywie, przewaga Ostróg była już dwucyfrowa (10:21). Spurs kontynuowali swoją dominację, a swoją cegiełkę do budowy prowadzenia dołożył również Polak, który wykorzystał podanie Stephona Castle’a i wykończył kontratak, a po chwili sam asystował przy jego trafieniu. Przyjezdni prowadzili wówczas różnicą 17 oczek, choć pierwszą odsłonę zamknęli ostatecznie z przewagą dziesięciu punktów (30:40), którą zapewniło im trafienie za trzy Sochana.
Początek trzeciej odsłony to kolejna wymiana ciosów. Po kilku minutach gry impuls z ławki rezerwowych znów dał Jeremy Sochan, który po swoim wejściu na parkiet momentalnie wykorzystał podanie De’Aarona Foxa i wyprowadził Spurs na prowadzenie (80:82). Następnie reprezentant Polski zaliczył asystę przy wsadzie Juliana Champagnie i trójce Foxa, a jednocześnie dobrze radził sobie na tablicach. Pod koniec tej kwarty 21-latek zaliczył również przechwyt, ale Wizards także nie zdejmowali nogi z gazu (96:100).
Początek czwartej części gry to kolejny przechwyt Sochana, który chwilę później po jednym z nietrafionych rzutów zaliczył ofensywną zbiórkę, a następnie podwyższył prowadzenie Ostróg. W kolejnym ataku dobrze ustawionego Polaka dostrzegł Wembanyama, który zaliczył asystę przy jego trafieniu (102:111).
San Antonio skutecznie utrzymywali rywala na dystans kilku posiadań, dzięki czemu zdołali uniknąć nerwowej końcówki. Przy 1:22 na zegarze Wembanyama podwyższył prowadzenie Spurs do dziewięciu punktów, po czym obie strony kilka razy gościły na linii rzutów wolnych, ale losy spotkania były już w dużej mierze rozstrzygnięte.
Spurs czeka teraz ostatnie, a zarazem najtrudniejsze starcie sześciomeczowej serii wyjazdowej. W nocy z środy na czwartek podopieczni Mitcha Johnsona zmierzą się z obrońcami tytułu Boston Celtics. Następnie czekają ich dwa domowe spotkania, które nie zostaną jednak rozegrane w San Antonio, a w oddalonym o około 130 kilometrów Austin.